Dziennik Stanowy:
30.08.2009 — nicsięNIEDZIEJA

Pusty robal Niedzielna okolica wydawała się cały dzień spać, żadnych samochodów, koszących trawę ogrodników, grającej w kosza młodzieży, dzieci na huśtawkach, pijących piwo przed domem wąsatych panów w koszulkach z amerykańską flagą. W poszukiwaniu wrażeń, a może bardziej jakichkolwiek śladów życia, niczym Neil Armstrong (który z resztą ukończył w 1955 aeronautykę na tutejszym uniwersytecie) na Księżyc, udaliśmy się na drugą stronę rzeki, do miasta, do Lafayette. Pierwszych Ziemian zastaliśmy w nabrzeżnym parku w trakcie joggingu. Tam też natknęliśmy się na ślady dawnego życia - ususzonego pustego w środku robala lub może jego wylinkę długości jakichś czterech centymetrów. Kto potrafi zidentyfikować, proszę o informacje.

Zabytek W Lafayette rzeczywiście można spotkać ludzi, ale przede wszystkim można się poczuć jak w Rzymie. Wiatr historii sprzed wieków (chwilami nawet dwóch) owiewa zabytki i ruiny, które pamiętają pierwszych mieszkańców osady. Na zdjęciu obok zdołałam uchwycić (może była to ostatnia okazja) zgliszcza takiego monumentu. Tablica informacyjna głosiła, że zabytek ma być zrównany z ziemią, ale zanim to nastąpi, odbędzie się spotkanie mieszkańców, którzy będą mogli wyrazić swój sprzeciw, a w razie jego braku, w odpowiedniej uchwale ustalą datę wyburzenia.

Miejsce historyczne Zaledwie kilka kroków dalej natknęliśmy się na kolejne historyczne miejsce - plac zabaw stojący na miejscu dawnej szkoły i jednocześnie na terenie, na którym ślady osadnictwa wzmiankowano już w 1829 roku. Tablica informuje, że miejsce to jest wpisane do Narodowego Rejestru Miejsc Historycznych. Prawie jak Pompeje...

Kosciol Sad Z drugiej strony Lafayette jest jak Kraków; mnóstwo tam kościołów, tylko że każdy innego wyznania. W jednym słychać było całkiem nieźle brzmiący chór, a pod innym stała gromadka Murzynów, a ze środka dochodził karcący krzyk wzburzonego pastora, jak na filmach z Whoopi Goldberg. Tam przynajmniej coś się działo. Gdybym miała dłużej mieszkać w Ameryce, chyba z nudów i pragnienia wrażeń stałabym się dewotką. Wszystkie kościoły są oczywiście nowe, ale za to zwykle zbudowane w stylu neocośtam i dzięki temu wyróżniają się na tle niskiej zabudowy mieszkalnej. W Lafayette uwagę zwraca jeszcze budynek sądu, i to także raczej wysokością niż np. obecnością flag, które powiewają nawet na magazynach.

Lafayette Lafayette Lafayette Lafayette Lafayette Lafayette Lafayette Jezioro Jezioro

Prawdziwy szok cywilizacyjny przeżyliśmy po południu. Poszliśmy do Wal-Martu uzupełnić zapasy. Najpierw okazało się, że ser pleśniowy jest tu towarem ekskluzywnym i rzadkim, do wyboru są trzy rodzaje, a każdy kosztuje trzy razy tyle, co u nas. Potem, skoro już umiemy płacić kartą, postanowiliśmy wypróbować samoobsługowe kasy. Na ekranie wyświetla się animacja z instrukcją, a klient sam skanuje kody kreskowe. Pierwszy problem pojawił się przy kasowaniu pora, bo żeby znaleźć go na długiej liście (na szczęście ilustrowanej), przydałoby się znać pierwszą literę. A ja do wczoraj nie miałam zielonego pojęcia, jak jest po angielsku por. Całe szczęście nie na „z”, bo przeglądaliśmy alfabetycznie wszystkie strony. Nagle, kiedy próbowaliśmy wczytać kod wina, na ekranie pojawił się napis, że w koszyku znalazł się nieoczekiwany produkt. Po tym, jak dzień wcześniej przy podobnych zakupach sprawdzano nam w paszportach, czy mamy ponad 21 lat, byliśmy pewni, że i tym razem chodzi o zweryfikowanie naszej dojrzałości. Niestety kasjerka, która pojawiła się natychmiast, poinformowała nas, że w niedzielę nie wolno kupować alkoholu i że tak jest wszędzie. Sprawdziłam w Wikipedii — każdy stan ma tu odrębne przepisy dotyczące sprzedaży alkoholu, co dokładnie opisuje wielka tabela. W Indianie alkoholu nie można kupować od trzeciej do siódmej nad ranem, w Boże Narodzenie, Nowy Rok, dni wyborów oraz w niedzielę (z wyjątkiem spożywania na miejscu w knajpach od 10:30 do 0:30). Poza tym sklepy spożywcze i stacje benzynowe mogą sprzedawać tylko ciepłe piwo. Nie wiem, czy prawo reguluje dokładnie temperaturę, ale i tak amerykańskie piwo jest już wystarczająco sikowate (podobno, sprawdzimy niedługo, schłodzimy sami). A, i jeszcze nie wolno wprowadzać dzieci do sklepów z alkoholem. Ale nie śmiejmy się, u nas kiedyś też byłą słynna trzynasta oraz prohibicja z okazji wizyty papieża.