Dziennik Stanowy

Spis treści:

Słowo wstępne

Tym razem rzuciło nas do Stanów, a dokładniej do stanu Indiana, do miasteczka West Lafayette, a Mateusza to nawet bardziej do Purdue University, którego kampus zajmuje połowę powierzchni miasta. Wylądowaliśmy tu na dokładnie miesiąc, Mateusz by współpracować z profesorem Bañuelosem, którego tu nie ma, bo wyjechał, i z profesorem Bogdanem, który akurat tu jest, choć zwykle łatwej współpracuje się z nim we Wrocławiu. Ale póki są osoby, które to wszystko rozumieją, nie będę się tym zadręczać.

Pierwotnie dziennik ten miał obalać mity o Ameryce, opisać prawdziwy świat odarty z hollywoodzkiej fikcji. Ale po trzydniowej konfrontacji z zaoceaniczną rzeczywistością wiem już, że to wszystko jest naprawde, że kiepskie amerykańskie filmy nie kłamią, że „Północ–Południe”, dwa odcinki „Domu nie do poznania”, program Marthy Stewart, jeden sezon „Beverly Hills 90210” i godzina z „Zamianą żon” wystarczą za pierwsze rozdziały standardowego przewodnika po kraju: historia, architektura, kuchnia, mieszkańcy.

Możliwe nawet, że jest wręcz przeciwnie, Ameryka nie potrzebuje odmitologizowania, lecz raczej ubarwienia i podkolorowania. Dlatego nie dziw sie, Drogi Czytelniku, kiedy czasem trochę przesadzę, pobajdurzę, pokonfabuluję, poprzekręcam, nazmyślam i naściemniam. To wszystko z nudów, Wysoki Sądzie.

Agata Kwaśnicka

[powrót]