Dzienniki Kiotijskie:
24.11.2008, czyli o tym, jak spełniają się życzenia Japończyków i o tanim sushi przy szosie

Kinkaku znaczy po japońsku Częstochowa

Złoty Pawilon japoński angielski dzieci pozują do zdjęcia

Dziś w planie był bardzo znany (jak się przeczyta trzy przewodniki) Złoty Pawilon. Od dwóch dni gadam tylko o nim, więc postanowiliśmy go jak najszybciej odhaczyć. Świątynia nazywa się Kinkaku-Ji, choć Ji to chyba świątynia, więc wystarczy Kinkaku. Znów okazała się być wielkim parkiem z kilkoma pagodami i znów za 400 jenów od osoby. Jest to po Tokio i Fudżi bodajże najbardziej zatłoczone miejsce w Japonii. Dzikie tłumy przemierzają szybkim pociągiem cały kraj, żeby sfotografować się na tle drzewka, które rośnie na tle jeziorka, za którym znajduje się Złoty Pawilon. Jeziorko jest sztuczne, zostało zaprojektowane przez architekta ogrodu, świątynia była zburzona w czasie wojny, potem jeszcze spłonęła i obecna wersja pochodzi z XX wieku, drzewo chyba jest oryginalne. Może dlatego wielu Japończyków nie ujmuje w kadrze ani jeziorka, ani pawilonu? Może wszyscy tutaj, widząc zdjęcie kogoś pod drzewem, wiedzą, że to dowód, że właśnie wrócił z wycieczki do Kinkaku? Sama świątynia jest po prostu złota, bardzo złota i stoi przy wodzie. Wygląda jak nieistniejąca już wrocławska pagoda na bogato. A wszędzie wokół można kupić pamiątki (czyli ciastka, czekoladki, herbatę oraz inne dewocjonalia). W niektórych miejscach w ogrodzie ustawione są figurki, a przed nimi malutkie miseczki. Ponieważ po ogrodach można chodzić tylko po wyznaczonych ścieżkach, a wszystko inne jest za małym płotkiem, do figurki ani do miseczki nie da się podejść. Jak wywnioskowaliśmy z obserwacji tubylców, do miseczki wrzuca się ofiarę dla Buddy. Trafić nie jest łatwo, a pewnie trzeba, żeby życzenie się spełniło. To co nie wpadnie (a Japończycy mają naprawdę kiepskiego cela i muszą rzucać wiele razy), leży na mchu wokół i docelowo pewnie jest ofiarą dla mnichów. My mamy strzelnice z fantami a oni rzut do celu z życzeniami. Tuż przy świątyniach też można złożyć ofiarę, ale zaawansowaną technologicznie. Służą do tego specjalne automaty na monety. Nie wiem, czy obsługują płatność kartą.

Sens życia w piętnastu kamieniach

zwirek

Umywalnia Z Kinkaku pojechaliśmy do Ryoan, kolejnego parku z wieloma budynkami i sztucznym jeziorem, ale tym razem za 500 od głowy. W parku stoi posąg Buddy, jest też kamienny ogród, ale i niespodzianka: na małej wysepce ustawiono sintoistyczną bramę. Japończykom podobno nie przeszkadza takie mieszanie religii, ale ja się gubię. Z pomocą w odnalezieniu się miał przyjść zen. I miało zmienić się nasze życie: poszliśmy do świątyni, zdjęliśmy buty, usiedliśmy na tarasie i patrzyliśmy, by pojąć. Piętnaście kamieni ułożonych na grabionym żwirze, żadnych roślin, w tle mur z zaciekami (podobno specjalnie zmieszano glinę z olejem, by ta z czasem utworzyła wiele mówiące plamy), wszystko jakieś mniejsze niż się wydawało na zdjęciu i nawet broszura nie pomogła, bo napisali, że każdy musi zrozumieć to na własny sposób, nie ma narzuconej interpretacji. Siedzieliśmy i nic. Dla czytelników zrobiliśmy panoramkę. Kto zrozumie, niech napisze (ponieważ wiem, że czytują mnie nauczyciele, proponuję to jako temat na wypracowanie).

Rewolucja w grabionym żwirku

ogrod

ciemny żwirek Po południu widzieliśmy jeszcze jeden park (świątyni Ninna), a w nim wiele pagód i pagodek (jedna pięciopiętrowa i naprawdę imponująca), a potem klasztor świątyni Myoshin, czyli mnóstwo ogródków, przeuroczych mnisich (nie mysich) domków i pagód użyteczności publicznej. Do jednego z ogrodów weszliśmy za 500 jenów od osoby i było warto. Po pierwsze pojawiło się pewne urozmaicenie: grabiony żwirek był nieco ciemniejszy niż zwykle. To przerażające, ale jak się człowiek tego naogląda, to takie rzeczy robią na nim wrażenie. Był też roślinny ogród ze sztucznym jeziorkiem i ławeczką kontemplacyjną z poduszkami i przeuroczym widokiem. Herbatka była odpłatnie i znów na klęczki w budynku, więc nie skorzystaliśmy.

Namaluj mi krowę, a spełnię Twoje 3 życzenia

latarnie
latarnie
życzenia

Na koniec odwiedziliśmy sintoistyczny chram. Nie wiem, czy to kwestia zapadającego zmroku, czy zmęczenia, czy istotnej odmienności tej religii i związanej z nią kultury, ale wywarł on na nas zupełnie inne wrażenie niż wszystkie świątynie buddyjskie. Był park i było dużo pagód, jak zwykle, ale było też mnóstwo kamiennych, papierowych i metalowych latarni ze świeczkami, które ktoś zapalał właśnie przy nas. I były pomarańczowe bramy, które wieczorem w świetle świec wyglądają niesamowicie. Panował klimat trochę sekciarski, a trochę zaduszny. No i poznaliśmy kolejną metodę na spełnianie życzeń. Trzeba swoje życzenie zapisać na kartce lub zakupionej w specjalnym okienku tabliczce i w przypadku karteczki — zwinąć i zawiązać na rozwieszonym sznurku (takim jak na bieliznę), a w przypadku tabliczki — zawiesić na specjalnym wieszaku. Wieszaki na tabliczki są jak regały biblioteczne ustawione jeden koło drugiego. Nie wiem, czy są do nich jakieś katalogi, żeby bóstwom było się łatwiej połapać. Potem trzeba wrzucić monetę do skrzynki i zadzwonić dzwonkiem. Można jeszcze dodatkowo zaklaskać, najlepiej dwa razy. I wydawałoby się, że w sintoizmie jest łatwiej, przynajmniej nie jest wymagana jakaś niesamowita zręczność czy fortuna. Otóż nie, po przestudiowaniu obrazkowej instrukcji wykumaliśmy, że oprócz życzenia na tabliczce trzeba narysować leżącą krowę. A to chyba nie jest takie łatwe. Z tymi krowami to się jakoś pogubiłam, bo była leżąca krowa w ogrodzie zen, a tu w sintoizmie znowu były i wyrzeźbione, i te malowane. W Japonii zresztą krów raczej brakuje i muszą importować wołowinę ze Stanów za jakieś ogromne pieniądze. Nie rozumiem, ale Japończycy podobno są dumni z tego, że nikt ich nie rozumie. Mają z czego.

Po sushi suszy

kolacja Zmoknięci (cały dzień padało), zmarznięci i potwornie głodni wstąpiliśmy do supermarketu. Zakupiliśmy mikrofon (malusieńki, ale działa świetnie i możemy dzwonić przez Skype'a) oraz śliczne miseczki i kubeczki. Ale przede wszystkim poszliśmy szukać jedzenia. I tu mam pytanie do Dagmary, która zamówiła tofu: Jakie tofu? Tofu zajmuję gdzieś 6 metrów bieżących regałów, jest w kostkach, plastrach, blokach, płatkach, pastach, proszku i jak tylko sobie zamarzysz. Proszę o pomoc. My kupiliśmy zupę instant z tofu: fekalną pastę, płatki wodorostów i suszone tofu zalewa się wrzątkiem i zależnie od koloru opakowania otrzymuje się napar o smaku kiszonej grzybowej lub wody z akwarium. Ale ciepłe jest. Na drugie zachciało nam się sushi. W supermarkecie jest cały dział z sushi na sztuki (każde osobno pakowane w folię, za 1,50zł lub 3zł takie wypaśniejsze) lub te wodorostowe rulony (gotowe, tylko niepocięte, też za kilka zł), gotowe zestawy na tackach w różnych rozmiarach i wariacjach. Wybraliśmy razem jakieś 20 sztuk, do tego marynowane coś białe z zielonym. Wasabi (superchrzan) i sos sojowy kupiliśmy wcześniej, pałeczki chciała nam dać pani w kasie, ale powiedzieliśmy (pokazaliśmy), że mamy. Skonsumowaliśmy w pokoju, używając odwróconej szuflady jako stolika. Było pyszne. Niestety podczas jedzenia sushi grożą dwie rzeczy (obie zdarzają mi sie nagminnie): jedzenie wymsknie się spomiędzy pałeczek i wpadnie do sosu sojowego, całe nim namoknie, rozwali się i będzie potwornie słone (wtedy suszy, a do popicia miałam tylko japońskie białe wino, które ma tyle smaku, co wszystko w tutaj, czyli prawie wcale, albo lekko sfermentowany gazowany sok winogronowy zwany tu dumnie cydrem) albo włożysz sobie wreszcie wielki kawałek śliskiej ryby z zaklejającym ryżem do buzi i mąż cię rozśmieszy. Nie wiem, co gorsze.

Krótka szkoła bonsai

Dziś podam jeszcze parę sposobów na zrobienie bonsai, a dokładnie pokażę, jakie metody modelowania drzewek, żeby nie wyglądały jak drzewka, podpatrzyłam u Japończyków:

przycinanie 1. Gałęzie (tylko niektóre) ucinać bez sensu.
splątywanie 2. Plątać pędy, póki są giętkie (ale to znamy i u nas).
rusztowanie 3. Przywiązywać gałęzie do specjalnych rusztowań, żeby rosły w żądanym kierunku.
kamieniowanie 4. Jeśli gałęzie mimo to chcą rosnąć ku słońcu, obciążyć je kamieniem.

Powodzenia! A następnym razem może wreszcie pojawi się odkładany co dzień opis tutejszej fauny oraz naszej (też jakby żywej) toalety. Zapraszam!