Dzienniki Kiotijskie:
01.12.2008, czyli przegląd kuriozów

Kurioza sakralne

Z każdym dniem pobytu coraz bardziej żałuję, że nie studiowałam religioznawstwa. Problemem staje się nie tylko odróżnienie świątyń buddyjskich od sintoistycznych, ale także rozumienie tutejszej obrzędowości. Próbowałam szukać czegoś w internecie, ale niestety niczego się nie dowiedziałam i wszystko dziwi mnie coraz mocniej. A oto moim zdaniem największe kurioza wśród tutejszych zachowań religijnych:

Śliniaczki
Śliniaczki
W bardzo wielu świątyniach buddyjskich stoją rzędu człekokształtnych kamieni ubranych w czerwone lub wielokolorowe śliniaczki. Czasem w jednym miejscu widuje się nawet kilkadziesiąt takich posążków ustawionych w rzędy na skarpie niczym dziwnie przyodziany chór. Nieraz tylko kilku stoi przed jakimś ołtarzykiem. Ale zawsze w śliniakach, często udekorowanych falbanką. W sintoizmie zaś występują krowy w śliniakach. Innych tekstyliów na świętych figurach nie odnotowałam.
Napoje
Napoje
Nie wiem, czy przodkowie Japończyków jakoś szczególnie dużo cierpieli z powodu pragnienia, ale napoje wydają się tu bardzo popularnym darem. Przy niektórych bocznych ołtarzach buddyjskich istnieje całą infrastruktura służąca pojeniu bóstwa. Jest kran, miska z kubkami, a nawet ściereczka do mycia naczyń. Wierni podchodzą, myją kubek. napełniają wodą i z wielkim namaszczeniem stawiają go przed ołtarzem. Kubki są powszechnego i wielokrotnego użytku i nie stanowią części ofiary. Nie muszą przy tym wyglądać specjalnie odświętnie, każdy jest inny, niektóre plastikowe z wizerunkami postaci z bajek czy logami firm, niektóre biwakowe metalowe, z uszkiem lub bez, często uszczerbione. Niektórzy darują też własne napoje w plastikowych butelkach, np. zimną zieloną herbatę. Podobne zwyczaje obowiązują na cmentarzach, gdzie picie ustawia się bezpośrednio na płycie nagrobnej. Tam widziałam nawet puszkę z piwem. Ze względu na ograniczoną powierzchnię ołtarzy i grobów oraz skończoną liczbę kubków, wnioskuję, że coś z tą wodą musi się dziać i ktoś musi odkładać puste kubeczki do miski.
żółwie
Żółwie perkusyjne
Na podłogach świątyń buddyjskich leżą pojedynczo lub grupkami drewniane spłaszczone kule z dwiema połączonymi rączkami. a na nich pałki. Wyglądają jak uproszczone żółwie lub jakieś instrumenty perkusyjne (to raczej zgaduję po pałkach). Nie wiem, jaki dźwięk wydają, bo raz słyszałam jakiś rodzaj akompaniamentu w czasie śpiewów, ale wciąż nie mogę uwierzyć, że dźwięk ten dochodził z wnętrza żółwia.
Suszarki do włosów
Wczoraj z kolei natknęliśmy się we wnętrzu świątyni na dwie podłączone do prądu suszarki do włosów. Tym razem domyślam się czemu mogły służyć. W większości świątyń można kupić białe świeczki. Pisze się coś na nich specjalnym tuszem i zapala pod ołtarzem. Tusz pewnie trzeba wysuszyć, a może rozgrzać wosk przed pisaniem, żeby lepiej wchłaniał barwnik.
Herbata
Młynki do przypraw
Przy bramie jednej z buddyjskich świątyń zobaczyliśmy regały ze starymi drewnianymi pojemnikami. które wyglądały jak ręczne młynki do kawy, tylko z uchwytem zamiast młynka. Oczywiście zajrzeliśmy do szufladek. W każdej były jakieś inne zioła, pachnące raczej majerankiem i papryką niż kadzidłem. Nad regałami wisiała imponująca kolekcja blaszanych wiaderek. Nikt tego wszystkiego nie pilnował i nie było też żadnej skarbonki na datki.
Umywalki
Japończycy uwielbiają płynącą wodę. Nie zdziwiłabym się gdyby dla wrażeń artystycznych w domach nie zakręcali kranów. W każdym świętym miejscu jest naczynie (najczęściej kamienne) i źródełko wody. Funkcję wlewki pełni najczęściej bambus, ale może być też liść lub rzeźbiony smok. Przy zlewie, zwykle na konstrukcji z kilku związanych bambusów, leży chochelka. Warząchew też wykonana jest z bambusa i drewna, ale zdarzają się także bardziej tandetne egzemplarze z plastiku lub aluminium. Te źródełka to często najurokliwsze miejsca w ogrodach. W chramie służą ablucji (przed modlitwą myję się ręce i twarz). U buddystów natomiast pełnią funkcje dekoracyjne. Część z nich to tzw. ozdoby dźwiękowe. Lejąc wodę malutkim strumieniem do często bardzo głębokiej studni , powinniśmy wsłuchać się i usłyszeć dźwięk harfy. Inne źródełka są po prostu śliczne i szemrzą. Zen.
Obsługa
Biura obsługi petenta
W chramach jeden z największych budynków to zwykle ciąg jakby kas, w których, często z laptopami i telefonami, pracują ubrani w tradycyjne stroje kościelni urzędnicy. Zajmują się pośrednictwem w przekazywaniu życzeń do spełnienia. Sprzedają tabliczki, karteczki, koperty, woreczki i wstążeczki. Część jest już wypisana i zawiera pewnie jakieś ogólne życzenia, część ma pola do wypełnienia. Życzenia wiesza się potem na specjalnych drzewach, wieszakach i sznurkach. Tak jak już pisałam, potem się dzwoni, klaszcze i płaci z góry do skrzynki. Życzenia spełniają się w pierwszą niedzielę miesiąca, dlatego tuż przed tym terminem realizacji zleceń w świątyniach będzie pewnie większy ruch. Punkty obsługi petenta zajmują się też sprzedażą wróżb i talizmanów oraz innymi rzeczami, których jeszcze nie obczailiśmy. Mają przy tym bardzo wielu klientów.
Pluszaki
Pluszaki
W jednym z chramów widzieliśmy też taką oto dekorację. Były to malutkie materiałowe poduszeczki zszyte rogami na kształt kulki i porozwieszane wszędzie w świątyni. Każdą uszyto z innego materiału, część dodatkowo ozdobiono, część wyglądała na ręczną robotę, a niektóre na bardzo stare. Nie nawet mam żadnych podejrzeń, o co mogło chodzić.
Czerwone wiaderka
Przed każdą świątynią stoi równiutki rząd wypełnionych wodą czerwonych wiaderek z japońskim napisem. Wiaderka przeważnie wizualnie kłócą się z estetyką świątyni zen, ale są zawsze bardzo widoczne. Ponieważ wszystkie budynki są tu drewniane, a większość musiano wielokrotnie odbudowywać po którymś z wielkich pożarów, podejrzewamy, że mogą to być wiaderka gaśnicze, a nie obrzędowe. Ale czy nie lepiej stosować gaśnice?
Skarbonka
Sakrobonki
Obie religie łączy kształt świętych skarbonek, czyli pojemników na ofiarę. Są to ogromne jak na ten cel skrzynie z żaluzjopodobną górną ścianą taką, by pieniądze mogły swobodnie wpadać, a jednocześnie nie dało się ich łatwo wyciągnąć. Dziś w małej kapliczce widziałam egzemplarz wyjątkowo kuriozalny. Łączył dwie namiętności Japończyków: dawania na ofiarę i wyrażania uczuć przez naklejki. Okazuje się, że również bóstwom można przekazać słowa sympatii nalepką.

Kurioza świeckie

zebra

Do zbioru opisywanych już wcześniej rzeczy dla mnie zaskakujących chciałam dołączyć kilka nowych.

Zebra diagonalna
To zdjęcie mówi samo za siebie, ale krótko je skomentuję dla tych, którzy nie dowierzają własnym oczom. Na skrzyżowaniu poza tradycyjnymi czterema przejściami dla pieszych były jeszcze dwa po przekątnej. Brakowało tylko świateł na środku, by w miejscu, gdzie się przecinały, nie zderzali się piesi.
Sejf parasolowy
Sejf parasolowy
Przed wejściem do budynku trzeba coś zrobić nie tylko z butami, ale i z parasolem. Gospodarze budynków publicznych są jednak na to przygotowani. Przed sklepami, muzeami i urzędami albo wystawia się specjalne worki dostosowane kształtem do parasola by nie obciekał na podłogę, albo umieszcza urządzenia do przypinania rączek parasolowych na kluczyk, który można zabrać ze sobą do środka. Japończycy uwielbiają parasole i troszczą się o nie na każdym kroku.

Kurioza handlowe

Pasaż Pasaż Pasaż

Mateusz dziś pracował, więc urządziłam sobie babskie popołudnie. Udałam się do dzielnicy handlowej, w której dziś miało być mniej ludzi. Nie było. Za to sklepów było dużo więcej, niż sobie wyobrażałam, zegarów wcale i ledwo zdążyłam przez mężem do domu, a to ja miałam klucz. Od głównej ulicy, na której jest kilkadziesiąt domów towarowych odchodzi mnóstwo bocznych pasaży handlowych. Ja weszłam do jednego i tak mi minęło popołudnie, choć całego nie przeszłam. Oszałamia przede wszystkim stopień wyspecjalizowania tutejszych sklepów. Zaczęłam od sklepu z drobnymi elementami szytymi z jedwabiu. W dziale biżuteryjnym były kolczyki, broszki, zawieszki, pierścionki i naszyjniki wykonane w kilku technikach. Ich piękno można w pełni docenić chyba dopiero pod mikroskopem. W dziale zabawkowym sprzedawano domki, zwierzaki, całe wioski jedwabne, piłeczki, ozdoby nad łóżeczko, wszystko co w każdym sklepie dziecięcym, ale z jedwabiu. Jednak to wszystko nic w porównaniu z kolekcją jedwabnych modeli jedzenia. Wszystkie rodzaje sushi, miniaturowe warzywa, owoce i kawałki ryb, które można prać, muszą szokować każdego turystę. Potem znalazłam jeszcze sklepy specjalistyczne z pałeczkami, kamykami, skarpetkami, grzebieniami, wachlarzami, gumkami do włosów, ubraniami z łatek, japońskimi nożami i pieczątkami. Te ostatnio są tu formą zastępczą dla naklejki. Poza całym alfabetem w kilku krojach czcionki chyba każdy motyw ma tu swoją pieczątkę: żarówka, kilkanaście gatunków ryb, wszystkie japońskie rośliny, pan Fudżi, warzywa, scenki rodzajowe, motywy sakralne, buźki z różnymi minami, znane budynki i wszystko, czego przeciętny człowiek może nie umieć narysować, a mimo to chcieć komuś przekazać. Do tego są tusze: matowe, błyszczące, z brokatem, we wszystkich kolorach, sprzedawane pojedynczo i w zestawach wyglądających jak cienie do powiek. Ten sklep mnie pochłonął. Trafiłam też na targ spożywczy, podobno z najlepszym wyborem kiszonek w Japonii. Między straganami z piklami odnalazłam stoiska ze świeżymi rybami (patroszonymi i krojonymi na miejscu), czymś czarnym, herbatą, ryżem (oddzielne stoisko z kilkunastoma gatunkami ryżu!), suszonymi rybami, słodyczami, mięsem, owocami morza, jajkami, tofu, cukrowymi ozdobami do ciast, czymś białym w brązowej mazi, sushi, naleśnikami, makaronami, kasztanami, ciasteczkami robionymi na miejscu przez dziwną maszynę, czymś podłużnym i zielonym pieczywem. Niżej przedstawiam krótki fotoreportaż z tej wyprawy. A zakupy na kolację zrobiłam w supermarkecie, bo ceny dwa razy niższe i nie trzeba znać japońskiego.